sobota, 16 maja 2015

Powitanie

           Jestem żołnierzem, mimo że nigdy nie byłam na froncie. Tak jak on codziennie walczę z wrogiem, robię wszystko by przetrwać. Tak jak on noszę również blizny po licznych stoczonych bitwach. Tak jak on tęsknię za przedwojennymi czasami, kiedy wszystko wydawało się proste. Tak jak on martwię się, że nigdy już nie będzie mi dane zobaczyć uśmiechów swoich bliskich, a moja dusza nigdy nie zazna spokoju. Tak jak on nie miałam wyboru.
              Różnimy się tylko pod jednym względem. Ja nie jestem oddalona od domu, nie muszę zabijać ludzi. Każda walka toczy się w mojej głowie. To bitwa dobrego ze złym, od której nie ma ucieczki. To jak pułapka, a każde, nawet najbardziej irracjonalne wyjście nabiera nagle sensu. Gdy już myślisz, że tym razem udało ci się zwyciężyć, wrogie siły atakują ze zdwojoną siłą i sprawiają, że twoja forteca upada. Dlatego uzbrajasz się i walczysz. Czasami wymaga to największych poświęceń. Gdy pojawia się krew, wiem, że było ciężko. Jej widok wywołuje we mnie sprzeczne uczucia. Z jednej strony odczuwam ulgę, bo wiem, że żyję. Z drugiej ogarnia mnie wstyd, poczucie winy urasta do niebotycznych rozmiarów. Mam ochotę schować się i nigdy nie pokazywać się nikomu w obawie przed tym, że ktoś zauważy. Nawet odziana w bluzkę z długim rękawem odnoszę wrażenie, że wszyscy wiedza o tym, iż zrobiłam coś okropnego. Jestem już naznaczona na zawsze, a wstyd będzie mi towarzyszył jeszcze na długo po starciu.

          Wtedy jest już po wszystkim. Podziwiam pobojowisko. Słone łzy pomagają usunąć ślady tak jak deszcz po bitwie. Nie wygrałam jej, ale też nie przegrałam. Zrobię wszystko, co w mojej mocy, by moje demony wojny nigdy nie wygrały, by nie skapitulować, by żyć...


***

Tym optymistycznym akcentem pragnę przywitać wszystkich na moim blogu. Jego prowadzenie będzie dla mnie pewnego rodzaju terapią. Proszę o wyrozumiałość. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz